Znany bielski podróżnik Krzysztof Cieślawski odbył kolejną górską wyprawę. Tym razem, podczas 10-dniowego trekkingu, przemierzył pasmo gór Tien-szan w Azji Środkowej.
Przygoda w regionie nieco rzadziej uczęszczanym przez turystów rozpoczęła się w Biszkeku – stolicy Kirgistanu – kraju, który w niedalekiej przeszłości nękany był rozmaitymi konfliktami. – Zastanawialiśmy się czy wobec tak niespokojnej sytuacji realizować nasze plany, ale otrzymaliśmy sygnały o pewnej stabilizacji. Śladów zamieszek w każdym razie na miejscu nie dostrzegliśmy żadnych – mówi Krzysztof Cieślawski.
Dwunastoosobowa grupa pasjonatów przemierzając pustynię busem przedostała się w okolicę gór i już pierwszy nocleg miał mocno egzotyczny wymiar. Polscy trekkingowcy znaleźli się bowiem w jurtach – miejscach charakterystycznych dla ludów koczowniczych. Kolejne dni przeznaczone były na wędrówkę pomiędzy poszczególnymi obozami. Z początku trekkingowcom dopisywała pogoda, w następnych dniach regularnie towarzyszyły im jednak krótkie, choć bardzo ulewne, popołudniowe deszcze. Dopiero na wysokościach ponad 3 tysięcy metrów doświadczyli gorszych warunków w postaci choćby ujemnych temperatur.
Nie przeszkadzało to jednak w docieraniu do kolejnych ciekawych miejsc, które – jak wspomina Cieślawski – nie miały w sobie nic z bezwzględnego nastawienia na potrzeby turystów. – Znaczne obszary gór Tien-szan są dziewicze turystycznie. W pewnym sensie to nie dziwi, bo turyści chętniej wędrują w takie góry, jak Himalaje czy Alpy. Wyglądało to więc zgoła odmiennie od tego, co funkcjonuje chociażby w Himalajach, gdzie w pełni dotarła komercjalizacja – zauważa bielski podróżnik. Na szlakach nie było sklepów, które umożliwiały nabycie pamiątek, nie wspominając już o miejscach na zaopatrzenie się w napoje czy jedzenie. Wystarczyć musiały proszki, które zalewa się wodą bądź produkty łatwe do zabrania, jak makaron czy ryż. Co więcej znaczna część tamtejszych gór nie jest nawet oznaczona na mapach. Wędrujący muszą radzić sobie więc w iście spartańskich warunkach, co być może stanowi dla wielu turystów przeszkodę zniechęcającą do wypraw w pasmo Tien-szan. A góry te są naprawdę tego warte. – To bardzo rozległy i piękny teren, na którym przyroda nie jest niczym skażona. Spanie w namiocie i związane z tym utrudnienia dodają oczywiście uroku całej wyprawie, choć wiadomo, że nie każdemu to odpowiada – podkreśla Cieślawski.
Przebywanie w odosobnieniu od świata otaczającego człowieka na co dzień, to zdaniem Cieślawskiego bardzo ważny aspekt uprawiania turystyki wysokogórskiej. – Człowiek ma dużo czasu na refleksje, zastanowienie się nad własnym życiem. Takie wyprawy pozwalają nabrać dystansu do rzeczywistości i wiele spraw można sobie na spokojnie poukładać. Wymaga to rzecz jasna poświęceń i wytrwałości, ale uważam, że naprawdę warto. Takimi wyprawami chcę inspirować młodych ludzi do marzeń i osiągania wyznaczonych celów – dodaje podróżnik, który ma już na koncie wiele podobnych przygód.
Wyprawa Krzysztofa Cieślawskiego możliwa była dzięki wsparciu firm i instytucji: Ceramika Pilch, Prefabet, Bezalin, Aqua, Żywiec, Larix, Fiat Auto Poland, Beszter, Sobik, Oxford Center, Euro, Karcher, Orto, serwis Panasonic, apteka „Pod Dębowcem” i władz miasta Bielska-Białej.
Tien-szan („Niebiańskie góry”) to łańcuch górski w Azji Środkowej, położony na terytorium Chin, Kirgistanu, Kazachstanu i Uzbekistanu, o długości ok. 2500 km. Cechuje się złożoną budową geologiczną, występują tam różnorodne skały – granity, gnejsy, marmury, piaskowce i wapienie. Tien-szan składa się z szeregu pasm rozdzielonych głębokimi dolinami i kotlinami. Panujący tam klimat ma charakter umiarkowany ciepły górski, silnie kontynentalny. Podnóża i dolne partie zajmują pustynie i stepy, powyżej występują lasy przechodzące w śniegi i lodowce powyżej wysokości 3,5 tys. metrów. W tamtejszych górach mają swój obszar źródłowy liczne rzeki, znajduje się w nich również wiele jezior.
Autor: Marcin Nikiel Żródło: Gazeta Beskidzka/ fot. ARC Krzysztofa Cieślawskiego